Wojna w Ukrainie po raz kolejny pokazuje, jak ogromne znaczenie zyskały bezzałogowce. Ukraińscy operatorzy dronów z 33. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej poinformowali o zniszczeniu rosyjskiego systemu artyleryjskiego 2S5 Giacynt-S. Według dostępnych informacji sprzęt miał być wart ponad 4 miliony dolarów, podczas gdy do ataku wykorzystano znacznie tańsze drony FPV.
Nagranie z operacji zostało opublikowane 6 maja 2026 roku i szybko zaczęło krążyć w mediach. Ukraińska brygada określiła atak jako „prezent z okazji Dnia Piechoty”. Całe zdarzenie stało się kolejnym przykładem tego, jak bardzo współczesne pole walki różni się od konfliktów sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat.
Rosyjski system był ukryty w lesie
2S5 Giacynt-S nie znajdował się na otwartej przestrzeni.
Według informacji przekazanych przez ukraińską stronę system artyleryjski był ukryty w zalesionym terenie. Takie rozmieszczenie miało utrudnić jego wykrycie i ochronić przed atakiem.
Nie wystarczyło.
Operatorzy bezzałogowców najpierw zlokalizowali rosyjską pozycję, a następnie przeprowadzili serię uderzeń przy użyciu dronów FPV.
Na opublikowanym materiale można zobaczyć kolejne naloty na stanowisko artyleryjskie.
Ostatecznie system został zniszczony.
Czym jest 2S5 Giacynt-S?
2S5 Giacynt-S to radziecka samobieżna armata artyleryjska kalibru 152 mm.
System wszedł do produkcji jeszcze w latach 70. XX wieku, ale mimo wieku nadal pozostaje w użyciu.
Jego główną zaletą jest zasięg.
W zależności od zastosowanej amunicji Giacynt-S może razić cele oddalone o około 30 kilometrów, a w określonych konfiguracjach nawet jeszcze dalej.
Z tego powodu wykorzystywany jest przede wszystkim do prowadzenia ognia z większej odległości.
Takie systemy mogą atakować pozycje przeciwnika bez konieczności zbliżania się bezpośrednio do linii frontu.
Dawniej dawało im to spore bezpieczeństwo.
Rozwój dronów całkowicie zmienił jednak tę sytuację.
Drony dotarły daleko za linię frontu
Najważniejszą zmianą współczesnej wojny jest to, że bezzałogowce coraz częściej potrafią docierać do celów znajdujących się wiele kilometrów od miejsca bezpośrednich walk.
Sprzęt artyleryjski nie może więc czuć się bezpiecznie tylko dlatego, że znajduje się głęboko na zapleczu.
Jeżeli zostanie wykryty przez drona rozpoznawczego, informacje o jego pozycji mogą zostać szybko przekazane operatorom maszyn uderzeniowych.
Właśnie taki schemat miał zostać zastosowany podczas ataku na Giacynta-S.
Rosyjski system został najpierw odnaleziony, a następnie zaatakowany przez kilka bezzałogowców.
Miliony dolarów kontra tanie maszyny
To właśnie ekonomiczny aspekt ataku zwrócił największą uwagę.
Według medialnych szacunków wartość 2S5 Giacynt-S może przekraczać 4 miliony dolarów.
Drony FPV kosztują natomiast nieporównywalnie mniej.
W zależności od konstrukcji, wyposażenia i zastosowanego systemu łączności mogą kosztować od kilkuset do kilku tysięcy dolarów.
Nawet wykorzystanie kilku maszyn nadal oznacza więc ogromną różnicę w kosztach.
To jeden z największych problemów, z którymi mierzą się współczesne armie.
Bardzo drogi system wojskowy może zostać uszkodzony albo całkowicie zniszczony przez znacznie tańszy środek ataku.
FPV stały się jednym z symboli wojny
Skrót FPV oznacza „First Person View”.
Operator steruje dronem, obserwując obraz przesyłany bezpośrednio z kamery znajdującej się na urządzeniu.
Dzięki temu może precyzyjnie prowadzić maszynę w kierunku celu.
Jeszcze kilka lat temu podobne urządzenia kojarzone były przede wszystkim z wyścigami dronów i zastosowaniami hobbystycznymi.
Wojna w Ukrainie zmieniła ich rolę.
Dzisiaj są wykorzystywane do atakowania czołgów, transporterów, artylerii, pojazdów logistycznych czy stanowisk dowodzenia.

Obrona przed dronami także się rozwija
Rosjanie i Ukraińcy intensywnie rozwijają systemy walki elektronicznej.
Ich zadaniem jest zakłócanie sygnału sterującego dronem oraz jego nawigacji.
Na pojazdach montowane są również dodatkowe osłony, siatki i konstrukcje mające utrudnić trafienie.
Operatorzy dronów odpowiadają jednak kolejnymi rozwiązaniami.
Pojawiają się bezzałogowce wykorzystujące inne częstotliwości, autonomiczne systemy naprowadzania, a także maszyny sterowane za pomocą światłowodu.
To oznacza, że trwa nieustanny technologiczny wyścig.
Każde nowe zabezpieczenie prędzej czy później spotyka się z próbą jego obejścia.
Giacynt-S nadal jest groźną bronią
Mimo że konstrukcja ma już kilkadziesiąt lat, system pozostaje niebezpieczny.
Giacynt-S jest uzbrojony w armatę 2A37 kalibru 152 mm.
Może prowadzić ogień z dużą szybkostrzelnością i stosunkowo szybko przygotować się do działania.
Jego zasięg pozwala atakować cele znajdujące się daleko poza bezpośrednią linią frontu.
Właśnie dlatego zniszczenie takiego systemu ma dla przeciwnika znaczenie większe niż utrata zwykłego pojazdu.
Każda strata artylerii dalekiego zasięgu ogranicza możliwość prowadzenia ostrzału na dużej odległości.
To nie pierwszy taki przypadek
Ukraińskie siły informowały już wcześniej o niszczeniu podobnych rosyjskich systemów.
Giacynty-S były wykrywane i atakowane również w poprzednich miesiącach.
Pokazuje to, że nawet ciężka artyleria ukryta w lasach albo znajdująca się za linią frontu coraz częściej staje się celem bezzałogowców.
Zmienia się więc całe podejście do maskowania sprzętu.
Samo ukrycie pod drzewami nie wystarcza.
Liczy się również ograniczenie emisji elektronicznych, szybkie przemieszczanie się i ciągła ochrona przed dronami rozpoznawczymi.
Nowa ekonomia pola walki
Zniszczenie 2S5 Giacynt-S dobrze pokazuje jedną z najważniejszych zmian zachodzących w wojskowości.
Nie zawsze trzeba używać bardzo drogiej rakiety, aby zniszczyć sprzęt wart miliony.
Czasem wystarcza kilka stosunkowo prostych dronów.
Nie oznacza to oczywiście, że tradycyjna artyleria straciła znaczenie.
Wręcz przeciwnie.
Pozostaje jednym z najważniejszych elementów współczesnej wojny.
Zmieniło się jednak środowisko, w którym musi działać.
Każdy ciężki pojazd czy system artyleryjski jest dziś obserwowany nie tylko przez satelity czy samoloty.
Nad polem walki mogą znajdować się dziesiątki niewielkich bezzałogowców.
I właśnie dlatego atak na rosyjskiego Giacynta-S stał się tak wymownym przykładem.
Z jednej strony ciężki system artyleryjski wart miliony dolarów.
Z drugiej kilka niewielkich dronów.
A końcowy rezultat pokazuje, że w nowoczesnej wojnie cena sprzętu nie zawsze decyduje o jego przetrwaniu.